MAROKO – kraj o smaku miętowej herbatki

Maroko – egzotyka na wyciągnięcie ręki; wysokie góry, piękne wąwozy, krajobrazowe doliny, gorące piaski Sahary, wielomilionowe metropolie i wiejskie zakątki, w których czas się zatrzymał.

Każdy znajdzie tutaj coś dla siebie; poszukiwacze orientalnych pamiątek, wielbiciele sztuki, surferzy, wspinacze, amatorzy górskich wycieczek, słońca w środku zimy, plażowania i kulturalnych uniesień.  

Główne turystyczne atrakcje Maroka to trekking na Dżabal Tubkal – najwyższy szczyt północnej Afryki, wąwóz Todra (raj dla wspinaczy), dolina Dades, pustynna Merzouga, niebieskie miasto Szafszawan, a także większe metropolie: Marrakesz, Casablanka, Fez,…

maroko essaouira port zachód
Essaouira niczym z “Gry o Tron”

My mieliśmy tylko 12 dni, więc nie wszystko udało się tym razem zobaczyć.

Poniżej krótka relacja będąca podsumowaniem naszego wyjazdu, czyli:

Maroko – trzy (subiektywne) powody do egzaltacji i trzy spore rozczarowania:

3 razy na TAK:

Maroko zdjęcia
Essaouira Port


1. ESSAOUIRA

(As-Suwajra) – urokliwe miasteczko położone zaledwie o 3 godziny drogi z Marrakeszu. Na trasie można zaobserwować ciągnące się kilometrami pastwiska, rolników na osiołkach, stada owiec oraz sławne kozy “wspinaczkowe” skaczące po drzewach arganowych w poszukiwaniu smacznych kąsków .

W Essaouirze czułam się wspaniale; bryza znad oceanu, długie spacery po plaży, bardziej przyjaźni ludzie, mniej nachalni sprzedawcy, bujne życie portowe i niebieskie uliczki starożytnej medyny, po których można szwendać się całymi godzinami. Miejsce to naprawdę mnie oczarowało – setki kotów, tysiące mew, sceneria Gry o Tron, świeże ryby przekazywane z rąk do rąk przez lokalnych sprzedawców i ten niesamowity, tętniący życiem port; tyle się tutaj dzieje!..

W pierwszej połowie XIX w był to najważniejszy port między Europą, Afryką i Amerykami (zwany Portem Timbuktu, jako że większość  towarów eksportowych z Afryki, włącznie z niewolnikami – trafiały właśnie tam). Dawna sława wprawdzie przycichła, ale nadal jest to bardzo ciekawe miejsce pełne wrażeń. Spędzenie tutaj kilku dni (szczególnie po wizycie w większych miastach) daje możliwość wytchnienia!

Maroko zdjęcia
Essaouira medyna

2. AIT BENHADDOU

Jest to ufortyfikowana twierdza (tzw. ksar) w prowincji Ouarzazate , wpisana na listę światowego dziedzictwa kultury UNESCO. Osada ulokowana na zboczu wzgórza, do której przechodzi się przez uroczy gaj palmowy na drugi brzeg rzeki Warzazat po workach z piaskiem. 😊

Twierdza ta przez wieki miała ogromne znaczenie handlowe dzięki strategicznej lokalizacji na szlaku karawan. W ostatnich dziesięcioleciach jest to również ulubioną miejscówką do kręcenia hollywoodzkich filmów (np. Babel, Gladiator). Warto wynająć lokalnego przewodnika i poszwendać się po okolicy. Tutaj czuć oddech pustyni!

Ait Bennhaddou Maroko
Ait Benhaddou

3. KOTY!

Toczą walki na ulicach, polują na mewy, śpią na wtulone w marokańskie dywany i turystyczne pamiątki; na bazarach, rybackich sieciach, restauracyjnych stołach.. są wszędzie! Wysoce szanowane w kulturze arabskiej (Prorok Mohamed podobno je uwielbiał) – czują się tutaj wyjątkowo pewnie – zawsze je ktoś dokarmi, przytuli, pogłaszcze.. Rządzą w Essaouirze!

Essaouira Port maroko

 

3 razy na NIE:

1. MARRAKESZ…

Latami jawił mi się w marzeniach sennych jako magiczne miasto przepełnione czarem z baśni tysiąca i jednej nocy, gdzie nutka egzotyki przeplata się z paletą barw, wonią przypraw i szczyptą orientu…

A tymczasem..

Centrum przypominało mi klimatem Krupówki, a zapuszczanie się w mniej uczęszczane i niewątpliwie bardziej ciekawe uliczki skutkowało tym, że miejscowi chcieli nas z powrotem zawrócić do turystycznej dzielnicy, wprowadzając w błąd, że “ta droga zamknięta”, a “tam zabronione”).

Już w drugim dniu chodzenia od ogrodów do ogrodów, od bazaru do bazaru, jednej kasy z biletami do drugiej, uciekania przed tatuażystkami z Dżemaa el-Fna, które wysmarowały mnie uczulająca henną (“for free”, czyli za 50$) i dziękowania wszystkim za wszystko, co bardzo chcą mi sprzedać, byłam – po prostu, zmęczona.

Mimo niewątpliwego uroku; Marrakesz nie skradł mojego serca, niestety.

Marrakesz Meczet Księgarzy
Marrakesz – Meczet Koutoubia

2. SAHARA

Uwielbiam pustynie, więc wycieczka do Merzougi była strategicznym punktem naszego wyjazdu. Mieliśmy mało czasu i nie mogliśmy wypożyczyć samochodu, więc byliśmy zmuszeni jechać z biurem podróży na 3 – dniową wycieczkę z Marrakeszu. Same wydmy przepiękne, ale cała otoczka wokół tego – wrzeszczący ludzie na garbach średnio zadbanych, zestresowanych dromaderów, mało czasu na samej pustyni (dociera się na miejsce tuż przed zachodem słońca, a wyjeżdża przed wschodem następnego dnia), obozy namiotowe schowane za każda wydmą, grupy turystów…

Nie czuć tutaj bezkresu pustyni.. Jest to tak naprawdę 30 minutowa piesza wycieczka z miasteczka (które i tak widać z wyższych wydm), więc osobiście polecam przyjechać na własną rękę, skorzystać z pięknych widoków na trasie i udać się na spacer samemu (bez dromaderów).

Merzouga pustynia Maroko
Zachód słońca nad Saharą

3. JEDZENIE !

Marokańskie przyprawy na straganach mieniące się wszystkimi kolorami tęczy i zachęcające aromatem są nieodłączną wizytówką tego kraju, wiadomo. Sprzedawcy chętnie pokazują zastosowanie każdej z nich; ta do kurczaka, do ryb, tutaj mieszanka do zupy warzywnej, tu 5w1, tu 10w1 (“dla leniwej żony”), tam pachnie mięta, a tu wzrok przyciągają pęki suszonych róż i mieniąca się w słońcu  kurkuma..

Nic tylko fotografować, kupować i przyrządzać wszystkie dania świata!

Maroko jawiło mi się jako zapowiedź uczty dla podniebienia i było to chyba największe rozczarowanie, jakiego tam doświadczyłam. Dlaczego? JEDYNA przyprawa, jaką stosuje się w zacnej ilości to biały cukier w kostkach do sławnej, miętowej herbaty. Herbatka miętowa rzeczywiście przepyszna, dopóki człowiek nie zobaczy, ile  zawiera cukru 😊. (Wtedy też jest pyszna, tylko już jakoś sumienie nie pozwala..). Z solą i pieprzem już jak na lekarstwo, raz zagubił się gdzieś rozmaryn w niedosolonym makaronie, a świeża kolendra była hitem totalnym (też raz)!

Życie wege w podróży nie jest łatwe, ale dla potrzeb turystów nawet wysoce mięsożerne kraje wprowadzają wersje roślinne. “Kuskus wegetarian – no problem, my friend”, “tadżin wegetarian – jak u Magdy Gessler” – słyszeliśmy). W praktyce wygląda to tak, że miska kuskusu lub talerz tadżin za 10$ zawiera 4 ugotowane marchewki i 2 plastry cukinii i generalnie jest zupełnie, ale to zupełnie bez smaku. (Chyba, że mieliśmy wyjątkowego pecha w wyborze miejsc na posiłek, ale żeby za każdym razem..? Nie sądzę..)

Po dwóch dniach spędzonych na kuskus wegetarian, 3 na mandarynkach i świeżo wypiekanym chlebku, w kolejnym z radością przywitaliśmy Carrefourra, francuskie crepy z nutellą i lokalny kebab, gdzie miły pan oferował falafel wrap z domieszką humusu i frytkami.. rarytas!

Essaouira bazar maroko
Dobrze być wege!

Anglik poznany na pustyni wznosił modły dziękczynne na widok KFC i radził następnym przyjezdnym, aby zabrali sól w drodze na lotnisko. 😊

Jakie są Wasze wrażenia z Maroka?

2 Comments Add yours

  1. Iza pisze:

    Super relacja! Następnym razem skorzystamy z twoich wskazówek 🙂 Nam udalo sie trafić na super restaurację w centrum Marrakeszu (na głównym placu) i opcje wegetariańskie były pyszne (glownie kuskus – podawali do tego dobrze przyprawiony sos) + miejsce na tarasie z widokiem na centrum. Cena ok. 8 EUR 🙂

    1. myhappytea pisze:

      Pięknie dziękuję 🙂 O, czyli jednak mieliśmy pecha :/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *