Domy z kamienia

WIELKIE Zimbabwe – domy z kamienia

    Wchodzimy na teren ruin niezwykłego niegdyś miasta, położonego na stoku wysokiego płaskowyżu rozciągającego się pomiędzy korytami rzek Zambezi i Limpopo.

„Welcome to Great Zimbabwe, good people”- wita nas młody, uśmiechnięty od ucha do ucha przewodnik.

Wielkie Zimbabwe – największy po egipskich piramidach kompleks architektoniczny w Afryce, jedna z najbardziej znaczących cywilizacji świata średniowiecznego. Tajemnica minionych wieków. Zagadka współczesności. Wielki znak zapytania w samym sercu Czarnego Lądu.

Wielkie Zimbabwe. Zachwycali się nim pierwsi podróżnicy, Arabowie, Portugalscy kupcy, poszukiwacze złota, kolonizatorzy. Ryszard Kapuściński zaliczył do trzech najznakomitszych zabytków na kontynencie, oprócz piramid i kościołów etiopskich w Lalibelli. Mimo to wiedza na temat tego miejsca jest wciąż fragmentaryczna i tak naprawdę mało kto słyszał o istnieniu rodzimej cywilizacji afrykańskiej rodem z XV wieku.

Dlaczego zatem tajemnica tych kamiennych murów była tak pilnie strzeżona?

KRÓL SALOMON, ZŁOTO I POLITYKA

Legendarne złoża złota od zamierzchłych czasów ściągały do Afryki amatorów przygód liczących na łut szczęścia i szanse na szybkie wzbogacenie się. Pierwszymi Europejczykami, którzy dotarli na południe Czarnego Lądu z zamiarem przejęcia kontroli nad szlakami handlowymi, byli Portugalczycy.

Na początku XVI wieku założyli fort na wschodnim wybrzeżu kontynentu, by nadzorować przepływ złota i innych cennych towarów. Portugalczycy byli również pierwszymi Europejczykami, którzy usłyszeli o tajemniczych kamiennych budowlach w głębi kontynentu, o pilnie strzeżonej twierdzy zamieszkałej przez liczne żony miejscowego władcy, o kopalniach złota i wielkim bogactwie.

Nigdy wprawdzie nie udało im się dotrzeć do budowli i oglądać na własne oczy tych dziwów, ale opowieści kupców suahili pobudziły ich wyobraźnię. Będąc pod wrażeniem zasłyszanych historii, zilustrowali swe wyobrażenia o przepychu twierdzy, opisując ją w najbardziej obszernej kronice podbojów portugalskich tamtych czasów.

Po raz pierwszy w nowożytnej historii pojawiła się wzmianka o Wielkim Zimbabwe, a co za tym idzie, pojawiły się też pierwsze dylematy. Portugalczycy trafili wówczas na ziemie należące do króla o mrożącym krew w żyłach imieniu Monomopata, czyli Pan Grabieżca.

Jego imperium rozciągało się od pustyni Kalahari, aż po brzegi Oceanu Indyjskiego i obejmowało najbardziej złotonośne tereny południowej Afryki.To właśnie żony Monomopaty i jego dwór zamieszkiwali mityczne kamienne mury, choć wiadomo było, że zostały one wzniesione dużo wcześniej przez nieznanych budowniczych i że sami mieszkańcy przypisywali je raczej potędze szatana, niż sile rąk ludzkich.

Kto więc był ich twórcą? Maurowie z wybrzeża sądzili, iż twierdzę wybudował jakiś władca z odległego królestwa w celu ochrony należących do niego kopalń. Wskazywali bezpośrednio na dziedzictwo królowej Saby lub króla Salomona, postaci cieszących się ówcześnie dużą popularnością w kulturze islamu.

Chrześcijanie z Europy z przyjemnością podłapali biblijny wątek utożsamiając Wielkie Zimbabwe z mityczną krainą Ofir.

Zobaczyli oczyma wyobraźni, jak król Izraela kieruje swe okręty na wschodnie i południowe wybrzeża Czarnego Lądu, które wracają obładowane złotem, kością słoniową lub egzotycznymi zwierzętami. Widzieli, jak buduje tam swoje twierdze, jak wznosi okazałe świątynie. Staro Testamentowe opowieści romantycznie wkomponowane w tajemniczą, afrykańską scenerię, zaowocowały powstaniem teorii, którą bezkrytycznie powtarzano przez następne stulecia.

CYWILIZACJA “BIAŁEGO CZŁOWIEKA”

W 1871r. niemiecki geolog Carl Mauch dotarł do ruin Wielkiego Zimbabwe i jako pierwszy Europejczyk zobaczył kamienne domy na własne oczy. Ujrzał i uwierzył. Chcąc za wszelką cenę dostrzec w afrykańskich budowlach palec Boży i kopię świątyni Salomona, z zadowoleniem przyjął portugalską koncepcję sprzed 300 lat stwierdzając autorytatywnie, iż „cywilizowany (czyt. biały) lud musiał kiedyś zamieszkiwać te strony”.

Podobny scenariusz miał miejsce, gdy Brytyjska Kompania Południowoafrykańska na czele z Cecilem Rhodesem zajęła pod koniec XIX w. krainę Maszona. Celem wyprawy było przede wszystkim złoto, jednakże klimat afrykański tak dobrze posłużył Brytyjczykom, iż postanowili rozgościć się na dłużej i przejąć kontrolę nad tymi ziemiami.

Historia lubi się powtarzać. Biblijna teoria o Ofirze – starej fenickiej rezydencji znów znalazła podatny grunt, a romantyczną legendę z odległej przeszłości przekształcono w program kolonialnej propagandy usprawiedliwiający białą dominację nad ludnością Szona. Wielkie Zimbabwe stało się symbolem bogactwa, polem rywalizacji, punktem honoru.

Gdy Rhodes przybył, aby po raz pierwszy aby zobaczyć ruiny, lokalnym wodzom plemienia Karanga oznajmiono, iż „wielki pan” będzie zwiedzał starożytne miasto wybudowane w zamierzchłej przeszłości przez jego przodków. Afrykańczycy nie mogli przecież stworzyć czegoś trwałego i imponującego. Nie byliby w stanie zbudować monumentalnej twierdzy, stworzyć prężnie rozwijającego się królestwa, podwalin pod cywilizację. Cywilizacja musiała należeć do białego człowieka.

Zimbabwe zachód słońca

 

Sfinansowano badania, które miały na celu potwierdzić teorie kolonizatorów oraz rozwiązać dwie największe zagadki: kto i kiedy wybudował te mury. Pierwsze wykopaliska, prowadzone przez podróżników, dziennikarzy i poszukiwaczy złota, przyniosły znacznie więcej szkód, niż pożytku.

Zrabowano wiele cennych przedmiotów, usunięto kilka warstw kulturowych, poczyniono olbrzymie straty dla archeologii. Już wtedy jednak nastąpił przełom, gdyż udało się obalić biblijny mit o krainie Ofir. „Imiona króla Salomona i królowej Saby były na ustach wszystkich i tak nam obrzydły, że przy wzmiance o nich nie będziemy w stanie pozbyć się odruchu niechęci”- pisał James T. Bent, inicjator prac wykopaliskowych w tym rejonie.

Jeśli Wielkiego Zimbabwe nie zbudowali Fenicjanie, a więc kto był jego twórcą? Autorstwo ruin przyznano Egipcjanom, Arabom, Chińczykom, Persom, Grekom, Asyryjczykom i prawie wszystkim innym ludom, które można było podejrzewać o wpływy w Afryce. Wzniesienie piramid łatwiej przypisać tajemniczej cywilizacji pozaziemskiej, niż starożytnym Egipcjanom.

„Kosmiczna” teoria powstania państwa nad Nilem ciągle ma swoich zwolenników. Wydaje mi się, że na podobnej zasadzie za budowniczych Wielkiego Zimbabwe chętniej uznano by Eskimosów, czy Marsjan, niż miejscowe plemiona. „Afrykańczycy nie potrafiliby nawet ułożyć kamienia na kamieniu, bo to przecież zbyt skomplikowane”; podsumował ironicznie Zimbabweńczyk, uczestnik wycieczki.

Już na wstępnym etapie badań zauważono jednak, że wszystkie odnalezione w ruinach przedmioty nie różniły się zasadniczo od tych, którymi posługiwało się ówcześnie plemię Karanga. Fakt, iż nie znaleziono dowodów na jakiekolwiek obce wpływy był niewygodny. Podsumowanie pierwszych prac wykopaliskowych brzmiało zatem mniej więcej tak „..ruiny te są dziełem prehistorycznej rasy, która w ostatniej fazie uległa wpływom, a kto wie, czy nie została wchłonięta przez organizacje semickie…ludy rasy północnej przybyłe z Arabii, blisko spokrewnione z Fenicjanami i Egipcjanami,.. z których wzięły następnie początek większe cywilizacje świata starożytnego”.

A JEDNAK MIEJSCOWI

Dopiero po dopuszczeniu na teren kompleksu archeologów z prawdziwego zdarzenia, przeprowadzono rzetelne prace wykopaliskowe i gruntowne badania. Doprowadziło to do nieśmiałych z początku teorii, że Wielkie Zimbabwe „mogło być” dziełem miejscowych. Był wtedy rok 1905., złote czasy brytyjskiego imperializmu.

Zdecydowanie za wcześnie na rewelacje, które poddawałyby w wątpliwość słuszność założeń kolonizatorów. Archeologom zabroniono więc wstępu na teren wykopalisk przez następne 25 lat!

Prace wznowiono z końcem lat 30-tych, przy zastosowaniu profesjonalnych metod badawczych, które umożliwiły dokonanie szczegółowej analizy i zebranie faktów. Fakty te jednakże ponownie kłóciły się z oficjalną polityką brytyjskiej Rodezji, gdyż potwierdzały „afrykańskość” ruin w każdym możliwym względzie.

Naukowcy byli zgodni co do tego, że autorstwo Wielkiego Zimbabwe należy przypisać plemieniu Karanga posługującemu się językiem Szona. Publikowanie prac naukowych potwierdzających tę teorię było jednak zabronione aż do uzyskania przez kraj niepodległości w 1980 r. Wtedy właśnie na mapie kontynentu pojawił się nowy, wyzwolony kraj o nazwie Zimbabwe.

Nazwie nadanej na cześć największego zabytku na południe od Sahary wzniesionego ręką ludzką, będącego niezbitym dowodem na istnienie rozwijającej się cywilizacji afrykańskiej, która osiągnęła szczytowy punkt rozwoju na długo przed pojawieniem się Europejczyków, arabskich szlaków handlowych i portugalskich żeglarzy.

Kiedy w Europie, ciągle spowitej mrokami średniowiecza, rozpoczynano właśnie polowania na czarownice, w nieznanej nikomu części Czarnego Lądu, położonej między Zambezi i Limpopo, istniało już prężne i bogate królestwo Wielkiego Zimbabwe.

WIELKA TAJEMNICA

Mijamy sklep z pamiątkami i podążamy tzw. „szlakiem starożytnym”, przysłuchując się historii powstania, rozkwitu i upadku mistycznego miasta. Przewodnik wymienia daty, imiona władców, warunki życia, przyczyny upadku,…

Nam to jednak nie wystarcza – chcemy wiedzieć więcej, zrozumieć. Zasypujemy biednego chłopaka lawiną pytań, a on wysłuchuje cierpliwie i odpowiada na każde z nich z rozbrajającym uśmiechem – „No problem good people, pytajcie do woli, dzięki Wam mam zapewnioną robotę”.

Zacznijmy więc od początku. Jak to się stało, że akurat w tym miejscu rozwinęła się cywilizacja? Region Wielkiego Zimbabwe zawsze był życzliwy dla swoich mieszkańców. Panował tutaj łagodny klimat, rosła bujna roślinność, często padały deszcze; istniały idealne warunki do osiedlenia się i rozwoju rolnictwa.

Wzgórza stanowiły naturalną barierę dla much tse tse, których plagi były zagrożeniem zarówno dla ludności, jak i hodowli bydła. W IV w. n.e. przybyli na te tereny farmerzy z plemienia Karanga i żyjąc głównie z uprawy roli, założyli pierwsze osady. Po pewnym czasie wyłoniła się wśród nich elita społeczna, która przejęła władzę nad społecznością wiejską i korzystając z tak pozyskanej siły roboczej, rozpoczęła wznoszenie kamiennych murów. T

ak powstały podwaliny pod cywilizację, która mogła się rozwijać dzięki znalezionym pokładom złota i zyskom z handlu. Rozkwit Wielkiego Zimbabwe datuje się na lata 1100-1450.

Wielkie Zimbabwe

ŚWIĘTY DOM

A skąd ta nazwa ? Słowo „Zimbabwe” (dzimba dza mabwe) tłumaczy się z języka Szona jako „święty dom”, „rytualne miejsce dla króla”, „dwór” lub” królewski grób”, najczęściej natomiast jako „domy z kamienia”.

Plemię Karanga stosowało to określenie dla budynków zamieszkałych przez władcę oraz członków rodziny królewskiej. Starożytny plan zabudowań składał się z dwóch części: kompleksu na wzgórzu i kompleksu w dolinie. My rozpoczniemy zwiedzanie od wejścia na wzgórze, gdzie znajdowała się rezydencja władcy i jego najbliższej rodziny.

Będziemy kroczyć szlakiem, którego używali w czasach świetności miasta królewscy posłańcy udający się na dwór. Mówi się, że solidne mury nie miały charakteru obronnego, a Wielkie Zimbabwe nigdy nie było twierdzą.

–A czy nie obawiano się, że królestwo zostanie zaatakowane? – Podejście na wzgórze jest dosyć strome, na trasie leżą liczne głazy utrudniające marsz. Wejście na szczyt nie stanowi ponadludzkiego wysiłku, ale przeprawa z bronią byłaby raczej męcząca i wroga armia próbująca się przeprawić z ciężkim sprzętem, nie miałaby na tyle siły, by pokonać strażników dworu. W tamtym czasach nie było zresztą w pobliżu żadnego innego królestwa, które byłoby w stanie zagrozić potędze Wielkiego Zimbabwe – dodaje przewodnik. Przepływ ludności był ściśle kontrolowany, nie każdy zwykły śmiertelnik miał wstęp na wzgórze.W miejscu gdzie obecnie stoimy, znajdowała się pilnie strzeżona brama, przy której następowała wstępna selekcja gości. Strażnik przeprowadzał „wywiad środowiskowy” i rozstrzygał, czy poszczególni petenci przychodzą ze sprawami godnymi uwagi samego króla. Jedynie ważny powód i szlacheckie urodzenie gwarantowały bilet wstępu.

Naturalną barierę ochronną przed intruzami stanowiły natomiast olbrzymie bloki skalne, strome podejścia i szczeliny, które należało ominąć w drodze na szczyt. Gdy i te przeszkody udało się pokonać; przybywający z wizytą poddawani byli ostatniej próbie – próbie prawdomówności. Ze wzgórza spadała na nich lawina pytań. Sprawdzano, czy przybywają w pokojowych zamiarach, znają miejscowe obyczaje, czy nie idą na przeszpiegi. Jeśli odpowiedź nie była zadowalająca lub budziła podejrzenia – ze wzgórza spadała na nich lawina kamieni..

Nam na szczęście udaje się dotrzeć bez przykrych niespodzianek w samo serce średniowiecznej, królewskiej siedziby. Tutaj znajdowało się centrum polityczne jednego z największych miast tamtych czasów, zamieszkanego w szczytowym okresie przez ok. 18-25 tys. ludzi.

Tutaj rezydowali pierwsi władcy, odbywały się rytuały państwowe i religijne o największym znaczeniu. Kwitł handel międzynarodowy – sprzedawano głównie złoto, żelazo i kość słoniową, importowano natomiast drogocenne szkła z Syrii, ceramikę z Persji i Chin.

Kontrola jednego z najważniejszych szlaków handlowych przyniosła Wielkiemu Zimbabwe prestiż i bogactwo. Obecnie niewiele pozostało z czasów świetności, ale mimo to ciągle wyczuwamy królewski majestat. Całość zabudowań tworzy zwarty labirynt ogromnych murów wykonanych z kostek granitowych bez użycia jakiejkolwiek zaprawy. Miliony kamieni układają się jeden na drugi w niezwykle spójną konstrukcję. Mimo, że upływ czasu, poszukiwacze złota i XX wieczni pseudonaukowcy uczynili wielkie spustoszenia, urok tego miejsca pozostaje bez zmian, a ruiny kamiennego miasta oraz widok ze wzgórza na dolinę porośniętą sawanną robią ogromne wrażenie.

Niestety nie mamy wiele czasu, by rozkoszować się tym widokiem i gdy tylko przystajemy na dłuższą chwilę, przewodnik mobilizuje nas do dalszej wędrówki wyuczonymi już polskimi słowami i zadziwiająco dobrym akcentem „chodźcie, good people, chodźcie”. Zatem idziemy. Przechodzimy do kolejnej części zabudowań; dziedzińca otoczonego ze wszystkich stron ogromnymi głazami, gdzie znajdowało się w tzw. Ritual Enclosure – centrum magii i religijnych uniesień.

Wszystko wskazuje na to, że w tym miejscu odbywały się rytuały ważne dla całej ówczesnej społeczności. Tutaj znaleziono słynne, tajemnicze rzeźby ptaków ustawione na długich kamiennych cokołach. Nie wiadomo, czy były one wizerunkiem papug, jastrzębi, sepów, czy orłów afrykańskich – rozbieżność interpretacji i sugestii jest dosyć duża. Prawdopodobnie były ważnym ogniwem łączącym świat rzeczywisty z nadprzyrodzonym, miały służyć jako symbol idei, modlitwy i prośby, którą kapłan za pośrednictwem duchów przodków wznosił ku Niebiosom.

Prawdopodobnie… A może po prostu miały symbolizować lot w przestworzach?

Jeszcze tylko kilka zdjęć kamiennych murów, po czym opuszczamy królewskie wzgórze i kierujemy się powoli ku zabudowaniom w dolinie. Jest tutaj znacznie więcej przestrzeni, choć krajobraz wydaje się przez chwilę dosyć monotonny, surowy.Wśród wysuszonych słońcem traw znajdujemy całe sterty porozrzucanych niedbale kamieni; już tylko pozostałości po czasach świetności Wielkiego Zimbabwe. Średniowieczne ruiny porośnięte zostały sawanną, sterczą z nich niskie, dziwaczne palmy.

DOM WIELKIEJ KOBIETY

Na końcu trasy czeka na nas jeszcze jedna, może największa atrakcja całego programu- najbardziej znacząca budowla prehistoryczna południowej Afryki, znana jako Great Enclosure, choć w miejscowym języku Karanga mówi się na nią tajemniczo „mumbahuru”, co znaczy „Dom wielkiej kobiety”.

Zewnętrzne, eliptyczne mury mają przeszło 245 m. długości, miejscami osiągają szerokość przeszło 5 m. Przy ich wzniesieniu zastosowano najbardziej zaawansowane techniki budownictwa, użyto ok. 15,000 ton bloków skalnych. Robi wrażenie. Masywna konstrukcja chroniła przed niepożądanymi spojrzeniami gapiów liczne żony królewskie oraz młode dziewczyny, które przygotowywano tutaj do dorosłego życia.

Prawdopodobnie w późniejszym okresie mieszkał tutaj również sam władca, jego dalsza rodzina i szlachta. Budowla ta ma szczególne znaczenie z archeologicznego punktu widzenia, została ukończona najpóźniej. W jej obrębie znaleziono również rzeźbę ptaka- tajemnicze zwierzę totemiczne, które stało się godłem państwa. Choć jego znaczenie wciąż nie jest do końca wyjaśnione, możemy go oglądać jako symbol dziedzictwa kulturowego Zimbabwe na fladze narodowej, banknotach i znaczkach pocztowych.

Wieża stożkowa. Kolejna zagadka i najbardziej charakterystyczny obiekt w całym kompleksie. Czy jest symbolem fallicznym reprezentującym seksualność króla? A może przedstawia spichlerz na zboże, czy daniny składane władcy przez dworzan i wierny lud? Hipotez jest wiele. Mamy jeszcze chwilę, aby usiąść w cieniu masywnego drzewa, zrobić ostatnie zdjęcia, porozmyślać o „Domu wielkiej kobiety” oraz wszystkich zagadkach tego niesamowitego miejsca.

Cywilizacja Wielkiego Zimbabwe zaczęła chylić się ku upadkowi w XV w. Miasto zostało opuszczone ok. 1450 r. z niewyjaśnionych do końca przyczyn. Mówi się o niekorzystnej zmianie klimatu, zbytnim przeludnieniu, nadmiernej eksploatacji terenów rolnych i zwierzyny, wyczerpaniu złóż złota. Nic tak na prawdę nie jest jednak pewne. ”Tajemnica Zimbabwe jest tajemnicą tkwiącą nadal żywo w bijącym sercu rodzimej Afryki”, jak pisała Gertruda Caton Thompson, znakomita archeolog pracująca kiedyś na tym terenie. Wciąż pojawia się więcej pytań niż odpowiedzi.

Wiemy już kto i kiedy wybudował Wielkie Zimbabwe, ale na tym niestety kończą się fakty. Nowym wyzwaniem dla świata nauki będzie rozwiązanie kolejnych zagadek; znalezienie przyczyn, związków, znaczenia, symboliki. Tak naprawdę tajemnica tego miejsca ciągle zaklęta jest w kamieniu i czeka na swoich odkrywców.

Artykuł ukazał się w zmienionej formie w magazynie Poznaj Świat – styczeń 2013

http://www.poznaj-swiat.pl/artykul,zapomniana_cywilizacja_czarnego_ladu,906

  • Fotorelacja z Zimbabwe.
  • Relacja z wyprawy do  Matopos
  • Relacja z bliskiego spotkania z afrykańskim lwem
Poznaj Swiat.

4 Comments Add yours

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *